wtorek, 15 sierpnia 2017

na skórze

w zwierzęcych skórach, co zostały po przodkach,
wciąż lęgną się drobne zwierzęta, całe pokolenia od czasu,
kiedy ożywiały je sprężyste ciała, stalowe mięśnie łap i karku.
noszę na plecach tę historię,
niedokończoną wiadomość
rozpisaną na enzymy i rytmy,
dlatego gdy po drugiej stronie słyszę:
poczta głosowa proszę zostawić wiadomość,
myślę o kłach i pazurach o nieudanej
przeprawie przez rwącą ciemną rzekę
a nie że tacie w szpitalu wyładował się telefon,

a potem moje obce ciało kłóci się ze mną.

                                        8 sierpnia 2017


PS. Tata wyszedł ze szpitala i czuje się dobrze


                                     



poniedziałek, 14 sierpnia 2017

jednak

Myślałam, że zamknęłam już cykl o Rotlippenmuschel, ale jeszcze jedna się napisała. Może jest ważna.
na Drugiej stronie.

środa, 9 sierpnia 2017

Farsa

Autobus zatrzymał się na przystanku przy Uniwersytecie. Wejściem od kierowcy wszedł pan w kamizelce służb chyba "porządkowych". Już wiesz? - zapytał kierowcę, a potem zwrócił się do pasażerów:
- Proszę państwa, już jutro jest dziesiąty - i tu teatralnie (lekko komediowo) zawiesił głos. - A więc na Krakowskim stoją już barierki. Ten autobus tamtędy nie pojedzie.
Uznałam, że nie będę jechać objazdem, wysiądę i ostatni kilometr przejdę pieszo. jakież było jednak moje zdziwienie, gdy się okazało, że piesi również nie przejdą. Ruch został zablokowany całkowicie, dziesiątki samochodów policyjnych, setki policjantów pilnują barierek. Niektórzy z minami pełnymi zażenowania, z rozkładaniem rąk (w podtekście: nie gniewajcie się, to nie nasz pomysł).
Jutro wieczorem miesięcznica smoleńska. Dlaczego trzeba było zamknąć pół Krakowskiego Przedmieścia poprzedniego dnia po poludniu? Także dla pieszych? Jeśli pis się boi, że kontrmanifestanci ich wyprzedzą, to może niedługo zamkną tę część miasta na stałe. I niech patrolują przestrzeń powietrzną.
To się zamienia w paranoję. Straszno-śmieszna farsa.


poniedziałek, 7 sierpnia 2017

kilka wieści

Dostałam egzemplarze czasopisma "Borussia", a w nim recenzja tomów z serii Tangere. Numer ma w przewodnim haśle "losy kobiet", to i wybór książek do recenzji jest genderowy - motywowany płcią.
O, proszę:



Tekst ma tyle stron, ile tu przeważnie ma recenzja, więc w przeliczeniu na tomik nie jest tego wiele. Powiedziałabym, trawestując tytuł, że recenzentka poczyniła "cztery króciutkie rzuty okiem" ;).
No, ale już, nie będę marudzić...

***

Nie pisałam, bo tata jest w szpitalu, w czwartek miał operację.
Lekarze mówią, że jest dobrze, a ja się ciągle boję zapeszać, nawet nie przypuszczałam, że jestem taka przesądna, no normalnie, jakbym jeszcze nie zlazła z drzewa.
Zresztą coraz częściej myślę, że nie zlazłam.
A "znerw" lata mi temperatura, mam skoki gorączki i różne takie.

***

I komarzyca ze mną mieszka. W dzień się ukrywa, a po zgaszeniu światła natychmiast wyłazi. Bzyczy, straszy psa. Ja z nią nawet empatyzuję,  w końcu to matka. Dziś ugryzła mnie w kolano.

***

Z Aniowych rzeczy w tym samym numerze "Borussii" jest pięć moich wierszy, nigdzie nie publikowanych, nawet w internetach, więc w pewnym sensie nówki.


***

To tak na wypadek, gdyby ktoś tu jeszcze chciał zajrzeć.

czwartek, 27 lipca 2017

To nie może być prawda?

Pisałam o języku bez pogardy, a tu masz - wchodzę do autobusu, chce kupić bilet u kierowcy, bo automatu w środku brak, w okolicy osiedla nie kupię, a dojechać do dentysty muszę. Kierowca mówi, że mi nie sprzeda. Nie ma pan? - pytam ufnie, a ten na to, że ma, ale jest spóźniony i ma prawo mi odmówić. Mina pogardliwa. Chwilkę się zafrasowałam, co mam zrobić, ale nie za długo, bo wtedy wylała się na mnie fala tak skondensowanej nienawiści, jakby wszystkie hejterskie najwulgarniejsze komentarze zebrać w jeden długi hejt. Przebijał się przez to komunikat, że mam sp***, bo zasłaniam widok swoją ohydną osobą. Nie, to nie kierowca, lecz siedzący na pierwszym siedzeniu facet, lat koło 30. Spojrzałam zdziwiona i mówię, że ja przecież do niego nic nie mówiłam. Obrzydliwe słowa płynęły dalej, facet się nakręcał. Zapytałam kierowcę, czy słyszy, ten jednak spojrzał kpiąco i wzruszył ramionami. Facet przejechał jeszcze parę przystanków, pod koniec prowadząc z kimś zwyczajną rozmowę przez komórkę. Pasażerowie zanurzyli się w swoich telefonach.
Jasne, facet mógł być chory, naćpany - ale kierowca?
Do tej pory miałam dziwne wrażenie, choć wiedziałam, że tak nie jest, że taka agresja to jakaś internetowa specyfika czy jakiś absurd. Że to nie może być prawda.

poniedziałek, 24 lipca 2017

taka wizja

Dziś pod pałacem prezydenckim Jacek Dehnel powiedział to, co dla mnie jest tak ważne. O tym, żeby strzec się języka pogardy, bo taki język zawsze rykoszetem trafi w nas samych i naszych bliskich. No i dlatego, że to jest po prostu złe. Tu fragment jego słów:

przyszedłem tu, żeby powiedzieć o tym, czym zajmuję się zawodowo: o języku. Bo duża część tego, co się teraz dzieje, dzieje się w języku właśnie. To słowa tych skandalicznych ustaw, aroganckie słowa posłów i senatorów, które przypominają slogany i nowomowę z czasów Gomułki, ale także słowa Konstytucji, słowa, które śpiewamy, słowa, które skandujemy, słowa przemówień na wiecach.
Łatwo jest atakować agresywne, groźne, groteskowe obelgi ludzi władzy. Łatwo, bo są nie do obrony. Ale chciałbym, żebyśmy się wszyscy przyjrzeli również językowi po naszej stronie sporu.
„Precz z PiSlamem”. „Kurdupel, gnom i karzeł”. „Gdyby Jarek wiedział, jak wygląda kobieta, to dałby sobie spokój”. „Schizofrenik”. „Obywatele i piękne obywatelki”. „Mentalne wieśniactwo”. „Popieram kobiety bo... są sexy”. Wiem, że słyszeliśmy to wszyscy z ust ludzi, którzy chcieli dobrze. Ale te słowa to nie tylko, jak chcieliby niektórzy, „głupie gafy”; świadczą one o znacznie głębszych problemach z tym, jak traktujemy naszych współobywateli.
Nie na tym polega wina Jarosława Kaczyńskiego, że jest niski czy samotny, albo że jest lub nie jest gejem czy osobą chorą psychicznie, tylko na tym, że cynicznie okłamuje naród i niszczy polską demokrację, nasze wspólne dobro. Obok nas może stać w tłumie ktoś, kto też jest niewysoki; kto leczy się na schizofrenię czy depresję; kto jest gejem albo lesbijką; kto jest aseksualny, co też nie jest żadna zbrodnią; kto jest samotny, bo ominęła go wielka miłość, bo był wykorzystywany w dzieciństwie, bo jest nieśmiały, z najróżniejszych powodów. Nie sprawiajmy, żeby poczuł się z tego powodu gorszy, bo w niczym nam nie zawinił, a stoi razem z nami.
Obok nas może też stać ktoś, kto jest muzułmaninem, kto ma żonę muzułmankę albo chłopaka muzułmanina, kto ma muzułmańskie wnuki. I kto jest tak samo jak my zwolennikiem państwa prawa i wolności religijnych. Nie możemy w jednym zdaniu nawoływać do przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu, a w drugim straszyć „PiSlamem.”


Dziś było bezpartyjnie i pięknie. No i inaczej także dlatego, że jednak są dwa weta, z jakimś wzmożeniem nadziei jednak. Z kredytem zaufania do prezydenta. Pomyślałam, że gdyby wtedy wyszedł do ludzi i obiecał trzecie weto, to nosiliby go na rękach.
Taka idealistyczna wizja...

I zdjęć trochę